Powrót     Strona Główna Rodziny 
			Polskiej
Ks

Ks. prof. Czesław S. Bartnik

Co obiecują

"podstawowe prawa UE"?

 

Ano, pokarał nas Pan Bóg marnymi rządami i po roku 1989, a obecny jest najgorszy, bo wepchnął nas już faktycznie w "smoczą jamę europejską"; chcą nas tam zafiksować na zawsze, oczywiście z błogosławieństwem władz kościelnych. Rozważni Polacy zadają sobie ciągle pytanie, czy stało się tak z powodu nieznajomości ideologii europejskiej, czy też raczej z przewrotności obcych i naszych inżynierów globalizmu. Nie można wykluczyć jednego i drugiego naraz.

 

W każdym razie trzeba nam zapoznać się z konstytucją europejską (dokładniej: Projekt Traktatu Ustanawiającego Konstytucję dla Europy), przyjętą w Brukseli 18 czerwca 2004 r., podpisaną w Rzymie 29 października 2004 r., a zatwierdzoną przez Parlament Europejski 12 stycznia 2005 roku. W Polsce ciągnie się sytuacja makabryczna. Już bowiem w referendum akcesyjnym społeczeństwo nie wiedziało, na co dokładnie głosuje, a teraz SLD trwa uporczywie u władzy, choć społeczeństwo już mu nie ufa i nie chce go. Pan Józef Oleksy oświadczył, szczerze, choć brutalnie, że SLD chce trwać przy władzy i do wyborów jesiennych, i do referendum ratyfikującego konstytucję europejską, bo "opozycja może odrzucić konstytucję". Co znaczy taka wypowiedź? Ano, albo że koalicja rządząca kombinuje, jakby zmanipulować owo referendum, albo że gdy wyczuje negatywny wynik referendum, to nie dopuści do jego przeprowadzenia, tylko konstytucję ratyfikuje sam parlament - nie tyle już "sejm niemy", który w roku 1717 poddał Polskę pod protektorat Rosji, ile "sejm niechciany" lub "sejm pensjonariuszy". Oczywiście i obecnie władze nie myślą informować ogółu Polaków, co konstytucja europejska zawiera.

 

Karta Praw Podstawowych UE

 

Zacznijmy od wątków ideowych, zawierających się w Karcie Praw Podstawowych Unii Europejskiej, którą wcielił w siebie projekt konstytucji (por. cz. I, art. I-3, 2). Są tam przedstawione następujące prawa: godność, wolność, równość, solidarność, "prawa obywatelskie" i sprawiedliwość. Nazywane są one też wartościami i powtarzają się w innych miejscach konstytucji, w różnych zestawach i kontekstach, nie wszystkie po raz drugi i dochodzą również nowe. "Unia - czytamy gdzie indziej - jest zbudowana na wartościach poszanowania ludzkiej godności, wolności, demokracji, równości, państwa prawnego i poszanowania praw człowieka. Wartości te są wspólne Państwom Członkowskim w społeczeństwie opartym na pluralizmie, tolerancji, sprawiedliwości, solidarności i niedyskryminacji" (cz. I, art. I-2).

 

W Karcie cztery prawa zostały uznane za ogólnoludzkie: godność, wolność, równość i solidarność. Mają one zapewne nawiązywać wprost do haseł rewolucji francuskiej: wolność, równość, braterstwo. Tyle że kontekstowo bardziej się różnią. "Godność" bardziej sugeruje niezależny i boski charakter człowieka bez względu na jego stan moralny. Zamiast "braterstwa", które dla autorów konstytucji brzmi zbyt tradycjonalistycznie i patriarchalnie, no i brak słowa "siostrzeństwo", jest "solidarność", właściwa raczej każdej społeczności politycznej i partyjnej. Cztery pierwsze prawa mają być wartościami niemal absolutnymi i mają zastąpić dawne wartości moralne, religijne i metafizyczne. "Świadoma swojego duchowego i moralnego dziedzictwa Unia Europejska opowiada się za niepodzielnymi, uniwersalnymi wartościami, jakimi są: godność człowieka, wolność, równość i solidarność. Unia opiera się na zasadzie demokracji oraz rządów prawa. Wprowadzając obywatelstwo UE oraz tworząc obszar wolności, bezpieczeństwa i sprawiedliwości, w centrum zainteresowań stawia ona jednostkę" (preambuła Karty).

Preambuła wyjaśnia niewiele. "Dziedzictwo duchowe i moralne" jest bardzo nieokreślone, oznacza chyba ducha oświecenia i Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Oparcie się Unii na demokracji jest tu pewnym przeskokiem myślowym i nie mówi przede wszystkim, na jakim rodzaju demokracji - toż to i stalinizm głosił "demokrację" pod subtelną nazwą "kierowana". Tutaj z całości da się wyczytać, że "demokracja" ma nawiązywać do "równości" obywatelskiej, ale będzie to równość tylko bogatych, wysoko wykształconych, możnych i posiadających władze i znaczenie. Z kolei zasada "rządów prawa", przyjmowana szeroko i przez naszych liberałów krakowskich, nawiązuje do XIX-wiecznej masońskiej, głównie niemieckiej idei "państwa prawa" (Rechtsstaat), gdzie jedynym autorytetem i regulatorem życia jest nie Bóg, nie czynnik władzy osobowej, nie rodzic, nie sędzia, jak było od tysięcy lat, lecz sama formuła prawa, rzekomo jednoznaczna i jedynie sprawiedliwa (por. Georg Jellinek, zm. 1911). Faktycznie jednak za takim "państwem prawa", którym ma rządzić prawo, a nie ludzie, stoją oligarchowie, "geniusze" i panowie świata, choć nie zawsze wkraczający osobiście i otwarcie na scenę. Wolą oni być tylko autorami prawa państwowego. W idei "państwa prawa" kryje się też dążenie do tego, żeby prawem nie kierowała moralność, jak to było w chrześcijańskiej cywilizacji łacińskiej. Według twórców Unii ma być odwrotnie: prawo, stanowione przez nich, ma rządzić moralnością. Teraz rozumiemy, dlaczego także tak wielu naszych ministrów stawia prawo Unii ponad moralność chrześcijańską.

 

Jest istotne, że UE "w centrum stawia jednostkę", jak mówi preambuła. Oznacza to, że konstytucja europejska opowiada się zdecydowanie za indywidualizmem. Stąd na pierwszym planie we wszystkim stoi jednostka, natomiast małżeństwo, rodzina, wspólnota, naród, państwo pozostają jedynie tłem. Podstawą dla wyższych więzi międzyludzkich nie są ani wspólna natura ludzka, ani struktura człowiecza, ani wspólne dobra i cele, ani wyższe idee, jak Bóg, Kościół, prawda, dobro, miłość społeczna, lecz owe cztery wartości - godność, wolność, równość i solidarność - "wspólne" wszystkim jednostkom. Tłumaczy to praktykę unijną, że na przykład jeden uczeń żydowski może żądać usunięcia krzyży z całej szkoły. W ogóle w ideologii unijnej jest założenie, że jednostka nie może być w żadnym aspekcie poświęcona na rzecz ogółu. Na tym polega konsekwentna wolność. Oczywiście większość polityków praktyków nie rozumie tej ideologii i plecie różne banialuki w dyskusjach.

Preambuła Karty mówi dalej o poszanowaniu różnorodności kultur, tradycji, języków, ale "zachowanie narodowej tożsamości państw członkowskich oraz ich władz publicznych" nie oznacza już różnorodności państw, gdyż - domyślnie - Europa zjednoczona ma być jednym państwem. "Unia - czytamy w preambule Karty - przyczynia się do zachowania oraz rozwoju tych wspólnych wartości przy równoczesnym poszanowaniu różnorodności kultur i tradycji narodów Europy, jak również narodowej tożsamości państw członkowskich oraz ich władz publicznych na poziomach krajowym, regionalnym i lokalnym. Dąży do wspierania zrównoważonego i trwałego rozwoju oraz zapewnia swobodny przepływ osób, towarów, usług i kapitału, a także swobodę osiedlania się i zakładania przedsiębiorstw". W tym względzie wszakże zachodzi podstawowa sprzeczność w konstytucji europejskiej. Unia z jednej strony gwarantuje zachowanie tożsamości owych dziedzin, a w rezultacie tożsamości całości życia "państw członkowskich", jak się wyraża, a jednocześnie z drugiej strony stanowi swoje nowe prawo zasadnicze, które odbierze owym dziedzinom ich tożsamość i różnorodność i narzuci swój porządek wszystkim, niekiedy nawet w drobnych szczegółach. Konstytucja europejska albo składa się z różnych czasowo kawałków, które nie są między sobą ściśle zespolone, albo posługuje się beztrosko językiem propagandowym, który nie troszczy się o logikę. W istocie rzeczy może chodzić o zachowanie jedynie folklorów kulturowych, narodowych, krajowych, a nie o zachowanie samych owych dziedzin jako żywych organów nowej Europy, która ma być jednym państwem, jednym "narodem", jedną kulturą.

 

1. Godność. Pośród wspomnianych wartości najlepiej jest opracowana godność. Wprawdzie i tu nie ma śladów chrześcijańskiej nauki o istocie człowieka, ale są przejęte z chrześcijaństwa zasadnicze elementy bioetyki, czyli etyki życia biologicznego. Powiedziane jest, że godność człowieka jest nienaruszalna, należy ją szanować i chronić. Każdy ma prawo do życia, nie ma kary śmierci. Człowiek ma prawo do integralności fizycznej i psychicznej. Zakazane są praktyki eugeniczne, czyli rasowe traktowanie gatunku ludzkiego, zwłaszcza selekcja osobników. Jest zakaz wykorzystywania ludzkiego ciała i jego organów dla zysków finansowych. Jest zakaz klonowania istot ludzkich (art. 2, p. 2), zakaz tortur, publicznego poniżania, a także niewolnictwa, przymusowej pracy i handlu ludźmi we wszelkich postaciach (Karta, rozdz. I, art. 1-5).

 

2. Wolność. Istotne dla dzisiejszego świata jest prawo wolności. Jest ono tu ujęte w całości w wymiarze jednostkowym jako prawo jednostki i obywatela Unii, a pominięta została cała dziedzina wolności społecznych. Jest więc mowa o prawie do wolności i bezpieczeństwa osobistego, do poszanowania życia osobistego i rodzinnego, do szacunku domowego i do związku z innymi ludźmi. Jest prawo do ochrony danych osobowych, małżeństwa, założenia rodziny, wolności myśli, sumienia i religii, wolności wypowiedzi i informacji. Następnie prawo do wolności zgromadzeń i stowarzyszeń, wolności sztuki i nauki, edukacji, łącznie z "obowiązkowym bezpłatnym wykształceniem i prawem rodziców do wyboru szkół odpowiadających ich poglądom". Są wreszcie prawa wyboru zawodu i prawo do pracy, prawo osiedlania się, prowadzenia działalności gospodarczej, prawo własności, prawo "chronienia własności intelektualnej" (art. 17, p. 2), prawo do azylu i zabronione są wydalenia "zbiorowe" (Karta rozdz. II, art. 6-18).

 

W sumie odnajdujemy tu wiele z ideologii zachodniej. Odkrywa się na przykład "wolność i pluralizm środków masowego przekazu" (art. 11, p. 2), a to ma służyć raczej koncernom prasowym, korzyściom finansowym, szerzeniu różnych "prywatnych" ideologii i kultowi chaosu, a nie prawdzie, obiektywizmowi, dobru społecznemu. U podstaw leży zasada, że nie ma jednej prawdy, lecz prawd jest wiele o tym samym, i że nie ma prawdy "prawdziwej", jest tylko informacja korzystna dla jednostki lub niekorzystna i tak lub inaczej funkcjonująca społecznie. Podobnie wyjaśnia się, dlaczego forsuje się sztukę m.in. bluźnierczą, bo "sztuka oraz badania naukowe powinny być wolne od ograniczeń" (art. 13). Staje się więc jasne, że bluźniercze wybryki sztuki także u nas mają za sobą potęgę całej Unii. Nauka zaś ma być wolna całkowicie od "zahamowań etycznych", również w najryzykowniejszych eksperymentach nad człowiekiem. Tutaj wprawdzie jest zakazane klonowanie człowieka, ale ten przepis jest już dziś dla Unii przestarzały.

 

Katolików interesuje szczególnie prawo do wolności religii. "Każdy - mówi Karta - ma prawo do wolności myśli, sumienia i religii. Prawo to obejmuje wolność zmiany wyznania lub wiary oraz wolność wyrażania swojej religii bądź wyznania w postaci modlitw nauczania, praktykowania oraz przestrzegania zasad wiary, zarówno indywidualnie, jak i zbiorowo, publicznie oraz prywatnie" (art. 10, p. 1). Otóż tak sformułowane prawo mówi jedynie o wolności poglądów, praktyk, obyczajów i folkloru religijnego oraz kultu w wymiarze ostatecznie osobistym, indywidualnym i prywatnym, nie uznaje religii i Kościoła jako rzeczywistości publicznych i społecznych, czyli życie społeczne i państwowe, a więc i ogólnounijne, ma być czysto świeckie.

 

Suma prawa religijnego w Unii została zawarta w tzw. klauzuli kościelnej, przyjętej przez ministrów spraw zagranicznych w Amsterdamie 2 października 1997 r. Brzmi ona następująco: "UE przestrzega statusu, jakim się cieszą Kościoły oraz stowarzyszenia lub/i wspólnoty religijne w Państwach Członkowskich odpowiednio do ich przepisów prawnych tak, aby nie zostały one naruszone" (Cz.S. Bartnik, Fenomen Europy, Radom 2001, s. 383). A zatem Unia przyjmuje do wiadomości status religijny w każdym państwie członkowskim i czuwa nad jego przestrzeganiem przez każde dane państwo u siebie, ale nie daje Kościołom i społecznościom religijnym takich samych praw na forum całej Unii, na wspólnej scenie Unii, a tym bardziej na forum przygotowywanego państwa europejskiego. Wolność religijna będzie wolnością lokalną. Następnie UE zastrzega sobie faktycznie prawo ingerowania w stan stosunków między państwem a Kościołem w każdym kraju członkowskim.

 

W ten sposób dozwolona jest, tolerowana, a nawet często inspirowana przez siły unijne każda ideologia i agitacja, a nawet konkretne działanie praktyczne o charakterze antyreligijnym, głównie antykatolickim. Stąd taki napór sił ateistycznych i antykatolickich w całej Europie bez możliwości legalnej obrony z naszej strony. Do tego dochodzi jeszcze ogólna degeneracja kulturowa i moralna. Weźmy przykład Hiszpanii. Oto katolicka Hiszpania ma rząd ateizujący, tak jak Polska. Otwarcie przyznaje się do Kościoła obecnie tylko jeden José Bono, minister obrony narodowej. Ale właśnie jemu powierzono arogancki atak na Papieża Jana Pawła II. Rząd premiera José Zapatero, socjaldemokraty, wprowadza ułatwienia rozwodów, małżeństwa homoseksualistów, ogromne poszerzenie "aborcji" i większe upowszechnienie środków antykoncepcyjnych, nawet wśród nieletnich. Toteż Jan Paweł II 24 stycznia 2005 r. wyraził publicznie żal, iż rząd promuje laicyzm, ułatwia niszczenie rodziny i zabijanie poczętych, chce usunąć religię ze szkół, ogranicza wolność religijną i nie wywiązuje się z konkordatu. Ojciec Święty zarzucił też niektórym biskupom hiszpańskim, że sprzeniewierzają się "przesłaniu Chrystusa". Na drugi dzień José Bono zaatakował Papieża w duchu liberalizmu ateizującego, że moralności nie można stawiać ponad prawem świeckim, rząd państwa nie może zważać na prawdy religijne, które są prywatne, że przykazania Boże są przestarzałe, a Kościół katolicki zamiast bronić życia poczętych powinien żywić dzieci, których codziennie na świecie umiera z głodu 25 tys. Po takiej wypowiedzi znacznie jaśniejsze staje się zbrodnicze wyniszczanie w przeszłości Indian w Ameryce, nawet przez katolickich Hiszpanów.

 

Poza tym także szef Komisji Europejskiej, Portugalczyk José Manuel Barroso, głosi ostatnio, że Polacy założyli obóz Auschwitz-Birkenau i wspólnie z nazistami mordowali tam Żydów, i w ogóle, że Polacy są antysemitami, snobami i niezdolnymi do zgodnego życia z Europą Zachodnią. Takie opinie wyrażają też liczni politycy, dziennikarze i oficjele francuscy, brytyjscy, niemieccy, włoscy, duńscy, norwescy i inni. Skąd się bierze taka wredna agitacja antykatolicka i antypolska? Ostatnio dużo się u nas dyskutuje na ten temat. Dużo się mówi o niewiedzy i złej woli. Co do złej woli, to nie można pominąć roli całego lobby filosemickiego, które otrzymawszy odszkodowania od Niemców, wybiela ich teraz, a jednocześnie liczy na drugie odszkodowania, tym razem od Polski. Potwierdza to fakt, że nie brak i u nas filosemitów, którzy twierdzą to samo - że i my odpowiadamy za holokaust i że się oczyścimy dopiero wówczas, gdy się do tego "przyznamy", no i... zapłacimy odszkodowania. I w tym wszystkim prawo Unii nie zabezpiecza nam żadnej obrony. A nasze rządy są zbyt słabe wobec owych sił europejskich i światowych.

 

W Parlamencie Europejskim nie brak posłów, którzy wpadają w szał na słowa "Kościół katolicki" i "Polska", rzucają się z wściekłością na posłów polskich, wzywają policję przeciwko wypowiedziom religijnym i ewangelicznym albo przynajmniej biją brawa za wypowiedzi antykatolickie. Słowem w obecnej sytuacji prawnej parlament staje się coraz wyraźniej anty-Watykanem. Widać z tego, jaka jest i jaka będzie wykładnia prawa o rzekomej wolności religijnej.

 

3. Równość. W Unii Europejskiej nie idzie o równość ekonomiczną ani socjalną, ani polityczną, lecz tylko o "równość wobec prawa (art. 20). Ujmując rzecz od strony negatywnej, ma nie być żadnej dyskryminacji "ze względu na płeć, rasę, kolor skóry, pochodzenie etniczne lub społeczne, cechy genetyczne, język, wyznanie lub wiarę, przekonania polityczne i inne poglądy, przynależność do mniejszości narodowej, własność, urodzenie, niepełnosprawność, wiek bądź orientację seksualną (...). Zabrania się jakiejkolwiek dyskryminacji ze względu na narodowość" (art. 21, p. 1-2). W zakazie dyskryminacji narodowościowej chodzi głównie o Żydów. "Dzieci mogą swobodnie wyrażać swoje opinie, które będą brane pod uwagę w ich sprawach" (art. 24, p. 1). "Dzieci", nie "młodzież", a więc siedmioletnie dziecko może decydować, czy będzie się uczyło religii lub etyki, czy też nie. Jest to prosta droga do pajdokracji, czyli rządów dzieci przeciwko starszym. Wątpliwa jest też łaska okazywana starszym ludziom: "Osoby w podeszłym wieku mają prawo do uczestnictwa w życiu społecznym i kulturalnym" (art. 25). Ale dlaczego już nie w życiu politycznym, ekonomicznym czy naukowym? Gdyby takie prawo miało zastosowanie do Alberta Einsteina (1879-1955), to w ostatnich latach życia nie mógłby pracować naukowo i nie mogliby mu proponować stanowiska prezydenta Izraela. W ogóle ludzi w podeszłym wieku, takich jak ja, powinno się zamykać w przytułkach i nie wypuszczać na dwór - po co mają ten radosny świat szpecić.

 

Artykuł 23 sugeruje preferowanie kobiet "we wszystkich sferach" i w całości eurokonstytucji popierany jest feminizm. Toteż rozumiemy teraz, dlaczego ten ruch jest tak popierany przez rząd Marka Belki. Zdaje się, że niedługo i w naszym kraju Polakowi nie będzie wolno się ożenić bez uprzedniego przetargu wśród kandydatek na żonę, bo odnośny artykuł porusza także sprawy finansowe. Małżeństwo bez takiego przetargu, np. z samej miłości, będzie chyba uważane za nieważne albo karane finansowo. I tak małżeństwa mają być wolne i radosne. Ale sądząc po niektórych paniach feministkach, małżeństwa dobrowolne, z miłości w przyszłości w ogóle mogą zaniknąć.

 

4. Solidarność. Terminy w eurokonstytucji dosyć odbiegają od klasycznych. Również termin "solidarność" nie odnosi się do życia, polityki, ekonomii, zmagania z losem i walki o dobro wspólne, lecz tylko do zjawiska procesu pracy w Unii. Ale i tutaj nie oznacza ona solidarności robotników lub chłopów czy też wszystkich obywateli, lecz tylko zespolenie wśród ludzi jakiegoś przedsiębiorstwa, zwłaszcza pracowników z przełożonymi, żeby przynosiło ono większe zyski. Należą tu zatem: pozwolenie na tworzenie pokojowych związków zawodowych, przepisy bezpieczeństwa pracy, zakaz pracy dzieci, ochrona prawna rodziny, prawo do urlopu, do otrzymywania pomocy społecznej i opieki zdrowotnej według prawa krajowego, do ochrony konsumentów, a wreszcie podkreślana jest ogólna ochrona środowiska naturalnego (art. 27-38).

 

Dla eurokonstytucji nie ma wsi ani chłopa, ani nawet robotnika rolnego, ani tym bardziej robotnika. Jest to solidarność produkcyjna typu kapitalistycznego. Nie ma mowy o solidarności krajów, państw, narodów, ludzkości. Nie ma mowy o solidarności w prawdzie, miłości społecznej, w dobru wyższego rzędu, w całej moralności ludzkiej i społecznej. Niestety, musimy powiedzieć, że popierający tę ideologię są raczej solidarni tylko w złu społecznym. To oni, głównie z krajów skandynawskich, choć po trochu i z reszty Europy Zachodniej, budowali sobie raj seksualny i pedofilski w południowej i wschodniej Azji, zalanej 26 grudnia 2004 r. przez gigantyczną falę po trzęsieniu ziemi na dnie oceanu (tsunami). W samej Tajlandii było 200 tys. prostytutek, w tym dwie trzecie nie miało ukończonych 16 lat. A teraz z kolei po wysokiej fali rozwija się jakieś makabryczne polowanie na dzieci osierocone: dla seksu, prostytucji, pornografii, do domów publicznych, do wojska, do partyzantki chłopięcej, na organy do przeszczepów lub dla zwykłej egoistycznej kradzieży. W tym wszystkim uczestniczą głównie ludzie Unii Europejskiej i Ameryki. A świat normalny milczy i nie rozumie wielkich gniewów Bożych, które się nasilają w przyrodzie. Ludzkością wstrząsa paroksyzm mordowania dzieci własnych i cudzych, przynajmniej ich deprawowania, upadlania i wydzierania Bogu.

 

5. Prawa obywatelskie. Redakcja praw obywatelskich, zresztą też byle jaka, zdradza zasadę ogólną, że człowiek w UE jest najpierw obywatelem Europy, a wtórnie dopiero swojego państwa, przynajmniej ku temu idzie. I UE składa się najpierw z jednostek, a dopiero wtórnie ze społeczności narodowych, państwowych i innych. Ma to ostatecznie oznaczać koniec państw europejskich, koniec narodów i koniec chrześcijaństwa europejskiego, choć to wszystko nie jest wypowiedziane zbyt wyraźnie. Każdy obywatel UE ma czynne i bierne prawo wyborcze do Parlamentu Europejskiego tak samo "w wyborach lokalnych", w zależności od tego, gdzie mieszka aktualnie, również do parlamentu krajowego i do samorządu. Ma prawo do obsługi administracyjnej w swoim własnym języku, dostęp do rzecznika praw obywatelskich, prawo apelacji do Parlamentu Europejskiego, a także może zwracać się o pomoc do europejskich służb dyplomatycznych na całym świecie, jeśli nie ma tam placówek jego kraju. "Każdy obywatel Unii ma prawo swobodnego przemieszczania się po terytorium państw członkowskich oraz swobodnego wyboru miejsca zamieszkania" (art. 45, p. 1). To samo prawo może zostać przyznane obywatelom państw trzecich.

 

Rozdział V o prawach obywatelskich został zredagowany bardzo krótko i płytko (art. 39-46), a przede wszystkim utopijnie. Każdego pociąga swoboda podróżowania, przemieszczania się i osiedlania na terytorium całej Europy, no i świata, ale dlaczego ma to wszystko być za cenę oddania w zależność i niewolę swojej ojczyzny, swego narodu i państwa. Czy nie wystarczyłaby sama ścisła współpraca? A paszporty i wizy bywają znoszone i poza Unią.

 

6. Sprawiedliwość. Tytuł VI o sprawiedliwości jako prawie i wartości jest dla nas mylący, bo nie mówi o sprawiedliwości socjalnej, ekonomicznej i politycznej ani też o sprawiedliwej postawie moralnej, lecz jedynie o sprawiedliwości sądowniczej i procesowej, czyli o dochodzeniu sprawiedliwości (art. 47-54). Chodzi tu o pomoc prawną na terenie UE, o prawo do obrony, o złagodzenie kar, o jednorazowość sądzenia za jedną sprawę itp. Trzeba zauważyć, że pojęcie sprawiedliwości społeczno-ekonomicznej, politycznej i dziejowej zostało odrzucone już przez postmodernizm i liberalizm. Dążenie do takich sprawiedliwości twórcy Unii o proweniencji ateistycznej uznali za utopię i głupotę. Sprawiedliwość w klasycznym znaczeniu - twierdzą - może zachodzić chyba tylko między atomami jednego pierwiastka, cząsteczkami lub ziarnkami piasku, gdzie może mieć miejsce absolutna jednakowość i równość. W przypadku ludzkim każda jednostka jest w swym bycie i losie całkowicie różna od każdej innej.

W całości "Prawo Unii Europejskiej" w swej koncepcji i ujęciu nie stoi bynajmniej wyżej niż babiloński Kodeks Hammurabiego z 1750 roku przed Chrystusem lub Kodeks Lipit-Isztara, króla Isinu, z 1900 roku przed Chrystusem czy też Kodeks Urukaginy, króla sumeryjskiego, z XXIV wieku przed Chrystusem. A w swym poczuciu tak się wynosi, jakby był Biblią. Przypomina to jako żywo pychę budowniczych wieży Babel. Jest płytki, niepełny i niespójny, jak słusznie mówią senatorowie Jan Szafraniec, Adam Biela, pani redaktor Małgorzata Goss i inni. Tylko miłośnicy niewoli cmokają z uwielbieniem. Poza tym wszystko będzie jeszcze zależało od autentycznej wykładni, tymczasem w tym zamęcie pojęciowym każda interpretacja może się okazać "autentyczna". W tekstach ustawicznie jako podmiot występuje "Unia". Co to jest "Unia"? Jakieś anonimowe bóstwo? Z Kodeksu Hammurabiego? Należy się obawiać, że to jest dawny Duch Germano-Francji, uosobiony w potężnych oligarchach utopistach, naśladujących Karola Marksa. Zawartość norm jest "oczyszczona" niemal całkowicie ze znaczeń klasycznych, moralnych, duchowych i religijnych. Wygląda na doskonały owoc wojującego ateizmu. I tak "Prawo Unii Europejskiej" w postaci projektu konstytucji jest chyba dziełem tylko polityków i ideologów, a nie uczonych i myślicieli.

Chociaż głównym magnesem dla naszych politycznych rozbitków polskich była pomoc gospodarcza ze strony Unii, to jednak i tutaj spotyka nas olbrzymi zawód. Gospodarki nie da się oddzielić od światopoglądu i ideologii. Ateizm teoretyczny przyczynia się również do upadku gospodarczego, bo człowiek jest integralnością.

Toteż w ateizującej Unii pogłębia się szybko ogólny kryzys gospodarczy, a za nim i socjalny. Na tę sytuację nakłada się także nasz kryzys gospodarczy i polityczny (por. A. Śliwiński, W. Łysiak). Sami nasi medialni trubadurzy Unii, mającej nas uzdrowić, przyznają, że obecnie ok. 60 proc. Polaków żyje już poniżej minimum socjalnego, w tym 4,5 mln w skrajnym ubóstwie. A i tak granica tego ubóstwa jest dosyć zaniżona: oblicza się tysiąc złotych na 4 osoby w rodzinie, co daje 8 zł na dzień na jedną osobę w miesiącu, co nie starcza nawet na jedzenie, a cóż dopiero mówić o wszystkich innych potrzebach (por. TVP 1 z 30 stycznia 2005 i TVP 1 z 3 lutego 2005 r.). Tymczasem nasz nieudolny, w części skorumpowany i ateistyczny rząd chce być wieczny. A pan Marek Borowski, do niedawna marszałek Sejmu, szef SdPl, już programuje nasilenie walki z Kościołem i moralnością rodzinną ("Gazeta Wyborcza", 3 lutego 2005). To się nazywa dzielność społeczno-polityczna i postawa godna kandydata na prezydenta Polski katolickiej.

 

Co dowcipniejsi, może po narkotykach, żartują sobie makabrycznie, nawołując miliony bezrobotnych, głodnych i bez grosza, żeby "się obudzili i rozwijali inicjatywę gospodarczą w swoim otoczeniu". Tacy radcy powinni się leczyć. Jak można rozwijać ratunkowe inicjatywy gospodarcze we wspólnotach, w których nikt nie ma pieniędzy i którym nic nie pożyczą banki, zwłaszcza obce, gdy podstawowe struktury gospodarki państwowej są chore. Wygląda to raczej na zachęcanie do oszukiwania, kradzieży i do bezwzględnej walki z posiadaczami. W naszym ustroju uczciwy i biedny człowiek pozostaje bezsilny.

 

Niektórzy uczciwi ludzie, podchodzący do życia emocjonalnie i utopijnie, powiadają, że trzeba nam przede wszystkim optymizmu, precz z pesymizmem. Tak! Kiedy człowiek jest zaatakowany przez śmiertelną chorobę, mówcie mu: nie rozpoznawaj choroby, nie opisuj jej i nie lecz się, tylko zagrzewaj się optymizmem. Owszem, optymizm w formie nadziei musi być zawsze, ale motorem nadziei jest myśl, wiedza i czyn. Niekiedy pobożni dodają: wystarczy, że wierzymy w Opatrzność i modlimy się. I to jest zawsze konieczne i pierwsze, ale do wiary i modlitwy musi dojść działanie. Człowiek bowiem nie jest martwą rzeczą, lecz żywą osobą na obraz Boży i nie może kusić Boga, lecz musi także działać. Katechizm Kościoła Katolickiego uczy: "Módlcie się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a pracujcie tak, jakby wszystko zależało od was" (nr 2834). W tym roku stoimy przed wielkimi decyzjami: wybory do parlamentu, wybory prezydenta, może referendum ratyfikacyjne eurokonstytucji, istotna reforma III Rzeczypospolitej, dokonanie realnej dekomunizacji, zerwanie wszystkich nici z obcymi agenturami, zwłaszcza gdy sprawa lustracji wydaje się pogrzebana, no i kiedy trzeba ratować przemysły, wieś, małe miasta, finanse państwa, kolej, całą komunikację, szpitale, uniwersytety, szkoły, ziemie, zasoby, naukę, świadomość społeczną, religię, moralność... Trzeba nam podjąć czyn, zaczynając od odbierania tego, "co nam obca przemoc wzięła".

Ks. prof. Czesław S. Bartnik

 

Nasz Dziennik 12-13 lutego 2005

http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20050212&id=my12.txt


Powrót
|  Aktualności  |  Prawo do życia  |  Prawda historyczna  |  Nowy wymiar heroizmu  |  Kultura  | 
|  Oświadczenia  |  Zaproszenia  |  Głos Polonii  |  Fakty o UE  |  Antypolonizm  |  Globalizm  | 
|  Temat Miesiąca  |  Poznaj Prawdę  |  Bezrobocie  |  Listy  |  Program Rodziny Polskiej  | 
|  Wybory  |  Samorządy  |  Polecamy  | 
|  Przyroda polska  |  Humor  | 
|  Religia  |  Jan Paweł II  | 
do góry