Powrót     Strona Główna Rodziny 
			Polskiej
Do działów Aktualności i

 

W polu dobra i zła

Stróże polskiego prawa?

Marek Czachorowski

 

Polscy sędziowie wyrokujący w znanej Czytelnikom "Naszego Dziennika" sprawie "Alicja Tysiąc przeciwko 'Gościowi Niedzielnemu'" pewnie nie byli na żadnych naradach za granicą, np. w Europejskim Trybunale Praw Człowieka (ETPC). Domyślać się jednak można, że wyrokują zgodnie z literą i duchem orzeczenia tego Trybunału w sprawie "Alicja Tysiąc przeciwko Polsce". Nie tylko żeglarze codziennie i kilka razy sprawdzają, skąd wieje wiatr. Równie pilnie muszą to czynić namiestnicy skolonizowanych państw, pod warunkiem oczywiście, że nade wszystko zależy im na dalszym sprawowaniu tego urzędu. Skoro zatem europejscy sędziowie założyli w interesującym nas tu orzeczeniu, że jednym z praw człowieka jest "prawo" do aborcji i w jakimś zakresie to "prawo" także w Polsce obowiązuje, to polskie sądy zadbały o poważne potraktowanie głosu swoich "europejskich" kolegów. Pewnie nie życzą sobie stanąć przed jakimś naprawdę rządzącym "Trybunałem"? Stąd może ten podniosły ton wyroku i zbyt głęboka "troska" o realizację w archidiecezji katowickiej przykazania miłości oraz zbyt pracochłonne "pochylenie się" nad obowiązkiem pisania prawdy w katolickich gazetach. Czy jednak polskie sądy naprawdę przejmują się tubylcami i ich prawami, włącznie z Konstytucją?

Z ekspertyzy polskich prawoznawców (Małgorzata Gałązka i Krzysztof Wiak z Wydziału Prawa KUL) wynika, że w przywołanym już tutaj orzeczeniu Europejski Trybunał Praw Człowieka nade wszystko wypaczył i naruszył polskie prawo (por. "Przegląd Sejmowy" 3(80) 2007; dostępny w internecie). Zdaniem tych ekspertów, w polskim systemie prawnym nie ma miejsca na żadne "prawo do aborcji" (w jakimkolwiek zakresie), jak to jednak błędnie przypisali nam sędziowie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka postulujący poprawienie procedury dostępu do tego "prawa". Jak mówią autorzy ekspertyzy, w polskim prawie mowa tylko o tym, że "w przypadku zaistnienia wskazań przewidzianych w art. 4a ustawy z 1993 r. przerwanie ciąży jest legalne i nie powoduje negatywnych konsekwencji prawnych, ale kobieta nie może skutecznie wymusić na lekarzu przeprowadzenia tej interwencji. Skarżąca nie dysponowała więc, w świetle polskiego prawa - jak to określiła - prawem do aborcji (right to have an abortion, § 79) w podanym wyżej znaczeniu. W nawiązaniu do klasyfikacji praw podmiotowych aborcję należałoby zaliczyć do sfery wolności nakładającej na stronę zobowiązaną obowiązek nieprzeszkadzania w jej realizacji. Nie jest ona zaś treścią roszczenia zobowiązującego drugą stronę do pozytywnych działań". Z tego też powodu "wyrok faktycznie nie ogranicza się tylko do kwestii sposobu ustalania wskazań aborcyjnych, ale stanowi merytoryczną ingerencję w konstytucyjne podstawy, na których oparte są polskie rozwiązania prawne dotyczące przerywania ciąży". Jeśli ta diagnoza jest trafna, to wynikają z niej arcypoważne zarzuty pod adresem stróżów naszego prawa.

Dziwi w pierwszej kolejności, że na to naruszenie polskiej Konstytucji nie zwrócił uwagi swoim kolegom w ETPC prof. Leszek Garlicki, doskonały znawca tej kwestii i w dodatku będący jak najbardziej "pod ręką", bo wchodzący w skład grupy sędziowskiej wyrokującej w omawianej sprawie. Był on także sędzią polskiego Trybunału Konstytucyjnego wydającego w 1997 r. znane orzeczenie dotyczące konstytucyjnej ochrony życia człowieka przed narodzeniem. Wprawdzie Leszek Garlicki wyraził wtedy swoją odrębną opinię wobec orzeczenia większości Trybunału - stwierdzającego istnienie takiej prawnej ochrony (w pewnym zakresie) - to z tego powodu musi doskonale się orientować, przeciwko jakiej wykładni Konstytucji się sprzeciwił. Wykładni obowiązującej w Polsce. Zasiadając w Europejskim Trybunale Praw Człowieka, zagłosował jednak za orzeczeniem zakładającym własną interpretację polskiego prawa, a nie wykładnię obowiązującą w Polsce.

Jeśli w polskim systemie prawnym nie ma mowy o żadnym "prawie do aborcji", to wyrok ETPC przeciwko Polsce - opierając się na założeniu, że obowiązuje u nas takie "prawo" - oznacza zamach na polską Konstytucję, przeprowadzony w dodatku rękoma także polskiego specjalisty od prawa konstytucyjnego, z którego podręcznika korzystają polscy studenci prawa. Takiego samego zamachu dokonałyby także dwa polskie sądy skazujące archidiecezję katowicką i pouczające ją o jakoby dezinformowaniu czytelników "GN" o sensie orzeczenia ETPC, rzekomo niezajmującym się "aborcją", tylko "nieszczelnością" polskiego prawa.

Ale w gronie takich "stróżów" naszej Konstytucji mamy także polski rząd kajający się w 2003 r. przed Komitetem Praw Człowieka, że postanowienia ustawy dotyczące aborcji "nie są w pełni realizowane i niektóre kobiety mimo spełnienia kryteriów poddania się zabiegowi przerwania ciąży nie są temu zabiegowi poddawane". Na ten dokument polskiego rządu powołał się w swoim wyroku ETPC.

Kto u nas ma zatem strzec polskiego prawa, jeśli nie strzegą go sędziowie? Miejmy nadzieję, że gwałt na "Gościu Niedzielnym" nam to pokaże.

Marek Czachorowski

 

Nasz Dziennik, wtorek, 16 marca 2010, Nr 63 (3689)

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100316&typ=dd&id=dd11.txt

 


Powrót
|  Aktualności  |  Prawo do życia  |  Prawda historyczna  |  Nowy wymiar heroizmu  |  Kultura  | 
|  Oświadczenia  |  Zaproszenia  |  Głos Polonii  |  Fakty o UE  |  Antypolonizm  |  Globalizm  | 
|  Temat Miesiąca  |  Poznaj Prawdę  |  Bezrobocie  |  Listy  |  Program Rodziny Polskiej  | 
|  Wybory  |  Samorządy  |  Polecamy  | 
|  Przyroda polska  |  Humor  | 
|  Religia  |  Jan Paweł II  | 
do góry